( odpisane z rodzinnej wideoteki )
Opowiadania strzelca Jana Nowaka - obrońcy Westerplatte
26 grudnia 1989


" Drogie dzieci i wnuki -
w 39. roku pełniłem służbę wartowniczą na Westerplatte. W maju przyjechał admirał Marynarki z Helu i mówił: "nie myślcie chłopcy, że jesteście sami, w razie czego będziemy was wspierać swoimi ciężkimi działami ufortyfikowani z Helu i z Gdyni abyście się utrzymali dwie godziny".
Pod koniec czerwca warta się podwoiła. Posterunki, które były pojedyncze, były podwojone.
W sierpniu już placówki wychodziły w pole, bo przygotowywaliśmy się już całe lato do obrony.
Wiedzieliśmy, co nas czeka...
*
Placówki wychodziły w pole na stanowiska już w pełnym uzbrojeniu.

25. sierpnia przyjechał do Gdańska niemiecki krążownik z 3-dniową wizytą bo powiedział Hitler, że chce pokazać swojemu narodowi na jaką broń płaci podatki.
U nas jeszcze się powiększył nastrój do obrony. Wszystko było tak, że pojedynczo na posterunki trzeba było przelatywać żebyśmy się nie zdradzili gdzie są posterunki, gdzie jest coś...

Jak przypłyną statek, staną i zacumował się na przeciw Westerplatte. Obserwator wyszedł na wieże, porobił zdjęcia z Westerplatte, szkice i odjechał dalej... w głąb portu.

28. sierpnia krążownik wypłyną na pełne morze, a miał ma sobie 18 dział. 4 działa najcięższe – 280 mm średnica lufy, 10 dział 150-tek, 4 działa przeciwlotnicze, karabiny ciężkiego kalibru.

Po chwili pancernik zawrócił, wjechał z powrotem do kanału. Porucznik Pająk ... mówił do podoficerów, że Bałtyk jest minowany i on będzie nasz. Pancernik odpłyną w głąb portu.

31. sierpnia przy kolacji niespodziewanie Major Sucharski zjawił się pomiędzy stołami i miał ostatnią przemowę dla nas. Już można było wyczytać z jego twarzy wszystko... był spokojny i na koniec powiedział tak – że w razie czego będziemy się bronić dzielnie a przyjdzie nam pomoc – Ojczyzna liczy na nas...

Po kolacji wszystkie grupy poszły w pełnym uzbrojeniu na placówki, poszło działo, które mieliśmy jedyne, 2 działka przeciwpancerne, moździerze, karabiny maszynowe – wszystko poszło w pole...
Nad ranem wszystko schodziło do koszar tak, żeby Niemcy nie zauważyli tych placówek – że wszyscy chodzą w pełnym uzbrojeniu.

Już działo było przyciągnięte pod magazyn, działka przeciwpancerne, moździerze... a tu naraz – godzina 4:45 - ogromny wstrząs całym naszym terenem. Niemcy wysadzili mur w powietrze.

Placówki w tył zwrot – każdy na swoje stanowisko. Działo tak samo... ale nie mogli je przepchnąć, bo gdzieś zahaczyli o drzewo – pomagali im drudzy koledzy.

Koło wartowni jedynki była placówka PROM, tam był chorąży Gryczman – i dzwoni do majora: “panie majorze – Niemcy wysadzili mur w powietrze”. Major daje rozkaz: “Niemcy pokażą się na naszym terenie – otwieraj ogień”. Porucznik Pająk wtedy nocował w koszarach, bo był chory na grypę – pobiegł na stanowisko do Gryczmana aby objąć dowództwo.

Pancernik otworzył ogień – artyleria z za kanału. Także wszystko waliło w ten ogródek.
Westerplatte liczące około 20 hektarów... ile tam padło pocisków artyleryjskich... karabiny maszynowe po naszych oknach, po koszarach ... tylko szyby brzdęczały... wszystko wyskoczyło.

Ci żołnierze, którzy nocowali jeszcze w koszarach – gdy się odezwał pierwszy dzwonek alarmowy – w koszarach nie było nikogo.

A spaliśmy w mundurach całe lato – tylko zdejmowało się buty z nóg i tak żeśmy spali – w każdej godzinie spodziewaliśmy się najgorszego.

Placówki otworzyły ogień, Niemcy nacierają, pancernik wali ze wszystkich dział, artyleria na przeciwko zza kanału, moździerze i miotacze min.

Porucznik Pająk na placówce PROM podszedł do telefonu, który miał w pobliżu i dzwonił do moździerzy, żeby przedłużyli ognia do przodu o 20 m, bo pociski się bardzo ładnie układają. Wracał z powrotem na placówkę – został ranny, dostał szrapnerem pomiędzy nogi. Od kolan do podbrzusza był rozpruty – obydwie nogi – i mówi tak: “Chłopcy, jestem ranny, muszę iść do koszar – moim zastępcą zostaje chorąży Greczman.
Te słowa powiedział – padł na ziemie... Chcieli go chłopcy przenieść na wartownie – podciągnęli go jak mogli... zadzwonili po sanitariuszy. Przyczołgali się sanitariusze z noszami, zabrali go do koszar.

Pancernik wali w dalszym ciągu, piechota naciera – ataki zostają odparte na wszystkie strony. Wszystkie nasze karabiny biorą udział – gdzie kto może – każdy miał swoje pole ostrzału i każdy bronił swojego odcinka.

Tak trwało do południa. Po południu ogień ustał. Spodziewaliśmy się, że przyszła nam ta pomoc obiecywana, że nasze wojska nacierają na Gdańsk z drugiej strony i Niemcy się odwrócili na tamtą stronę.
My tylko czekali i słuchaliśmy kiedy major powie: chłopcy – za bramę! Jednak tego nie było.

Przychodzi noc – to samo natarcie. Natarcie i odparcie... Niemcy strzelają rakiety w górę, oświetlają teren... i my też. Widno jak w dzień – mogłeś szpilkę znaleźć. Natarcia zostają odparte.

W pierwszy dzień kapral Kowalczyk był koło muru, tam blisko wartowni SZUPU, rozwalił granatami z naszymi żołnierzami tą wartownie. Przejeżdzała sanitarka z karabinem maszynowym – rozwalili ją granatami. Kapral Kowalczyk dostaje szrapnera w kręgosłup – kręgosłup został wyrwany – padł na ziemie.

Chciał go kolega ratować – ściągnąć na wartownie - :”kolego, ja już umieram – ratuj się sam!”
Na wartowni jedynce był kolega na korytarzu przy małym otworze na obserwacji. Tym otworem dostał kule w szczękę – padł... zmarł... Na wartowni czwórce to samo...

... nasi... nasi giną... jednak się nie załamujemy.

2. Września przed południem przychodzi samolot pod polskim znakiem i krąży nad Westerplatte.
Po południu słychać ciężki warkot, przychodzą wodnopłatowce, bo miały pod spodem łodzie i koła, że mogły lądować... i na wodzie.

Przyszły wysoko, później co raz niżej, co raz niżej, przechylają się, wyrzucają bomby i z karabinów maszynowych po kontach gdzie mogą ... koszą. Podchodzi trójka za trójką.
Także bombardowało ich 47 samolotów przez 2 godziny. Wtedy spodziewane były czołgi.

Major Sucharski daje rozkaz palić wszystkie tajne papiery bo ... już wiemy, co nas czeka. Jak przyjdą czołgi – już po nas...

cdn...